Sklepienie

Sylwetki

Wojciech Maliśkiewicz

Maliśkiewicz
Adoracja Krucyfiksu w witowskim klasztorze
Maliśkiewicz
Nawrócenie św. Norberta – scena upadku z konia
Maliśkiewicz
Sygnatura Wojciecha Maliśkiewicza w prawym dolnym rogu obrazu
Błogosławiony Arnulf z Velseca. Norbertanin z belgijskiego opactwa Świętego Korneliusza w Ninove, zmarły w 1221 roku.
Błogosławiony Arnulf z Velseca. Norbertanin z belgijskiego opactwa Świętego Korneliusza w Ninove, zmarły w 1221 roku.
Maliśkiewicz
14 zaplecków stall z dawnego kościoła w Witowie (widoczne dwa puste pola)

Wojciecha Maliśkiewicza znamy dziś przede wszystkim dzięki sygnaturze: ANNO DOMINI 1622 ALBERTVS MAŁISKIEWIC FE (Roku Pańskiego 1622; Albert, czyli Wojciech, Maliśkiewicz; fecit – namalował). Ten napis umieszczono pod malowidłem przedstawiającym adorację krucyfiksu przez króla Zygmunta III Wazę i jego dwór w klasztorze Witowskim. Niektórzy badacze twierdzą, że obraz ten powstał na wzór nieistniejącego już dzieła Tomasza Dolabelli: Adoracja Mogilskiego Krucyfiksu przez Zygmunta III Wazę z dworem.

Pod cieniutkim pędzlem Maliśkiewicza scena, z założenia pełna dostojeństwa i patosu, nieoczekiwanie zamienia się w teatrzyk kukiełek, ustawiony jakby ręką dziecka. Malarz z niezwykłą pieczołowitością oddaje jednak realia epoki: strój monarchy, przepych magnaterii oraz ubiory mieszczaństwa i braci szlacheckiej. Małe, okrągłe główki króla i jego otoczenia osadzone są na wytwornych białych kryzach, a podgolone głowy szlachty wyrastają z korpusów obleczonych w kontusze. Wszystkie te postacie mają maleńkie rączki, złączone w pełnym pokory, dewocyjnym geście.

Malowidło to znajduje się obecnie w Muzeum Narodowym w Krakowie – stanowiło niegdyś jeden z czternastu obrazów wypełniających zaplecki stall witowskiego kościoła. Kolejny z nich pozostaje „uwięziony” zapewne w czeluściach magazynów muzeum w Poznaniu. Reszta – dwanaście sztuk – pozostała na szczęście w Witowie.

Jeden z tych obrazów przedstawia świętego Norberta z Xanten, założyciela zakonu. Norbert, mimo przyjęcia święceń, prowadził nader światowe życie – aż do momentu, gdy na skutek uderzenia pioruna spadł z konia i niczym św. Paweł zupełnie odmienił swój los. Maliśkiewicz przedstawia tę dramatyczną scenę niczym fragment lalkowego przedstawienia. Spłoszony konik wygląda, jakby przed chwilą oderwał się od biegunów. Św. Norbert upada na ziemię z cienką nóżką wyciągniętą w stronę nieba; ma na sobie wytworny czarny strój i ozdobny mieczyk przy pasie, a nieopodal toczy się jego elegancki kapelusik. Łapie go sługa o twarzy jak z kukiełkowego horroru. Z nieba dobiega „komiksowy” głos Pana: „NORBERTE QUO PROPERAS?” (Norbercie, dokąd śpieszysz?), a święty odpowiada na wstędze: „DOMINE QVID ME VIS FACERE” (Panie, co chcesz, abym uczynił?).

Malarstwo Maliśkiewicza idealnie pasuje do jego nazwiska – jest takie... „malisieńkie”. Kontrast między „życiem kukiełek” a powagą czy tragizmem scen nadaje jego twórczości niespodziewaną, nieco chorobliwą moc, którą można w pełni docenić dopiero po głębszym wejściu w ten malarski świat.