PS postscriptum

Sepulcrum. Spokój wiecznego snu

Stary cmentarz w Krośnie
Stary cmentarz w Krośnie. Fot. Scots, Wikimedia Commons

Sepulcrum to po łacinie grób. Stare nagrobki niosą spokój. Emocje i namiętności już dawno opadły. Wszyscy spoczywają tu na tym samym poziomie: starzy i młodzi, bogaci i biedni. Grobowce, niegdyś manifestujące status, z czasem upodobniły się do siebie – otulone roślinnością, porośnięte mchem. Cisza, bezruch i wieczny sen sprawiają, że sztuka sepulkralna staje się kojąca. To samo ukojenie, które odnajdujemy podczas spaceru alejkami starego cmentarza, tchnie z dawnych nagrobków we wnętrzach świątyń. Zwłaszcza z tych nagrobków, które ukazują śmierć jako sen.

Na przełomie XV i XVI wieku w Rzymie tworzył artysta, którego wpływ odnajdziemy w dalekiej Polsce nie tylko w monumentalnych fundacjach królewskich, ale i w skromnych polskich kościółkach. Tym artystą był Andrea Sansovino – twórca m.in. nagrobka Ascania Sforzy z 1505 roku. Dzieło to przedstawia kardynała nie jako postać martwą i sztywną, wyciągniętą na katafalku, lecz jakby odpoczywającą, drzemiącą. Oczy ma przymknięte, głowę wspartą na dłoni, podczas gdy łokieć spoczywa na miękkich poduszkach. Druga ręka ułożona jest luźno na ciele, nogi są lekko ugięte w kolanach. Śmierć staje się tu tylko snem, zasłużonym odpoczynkiem po owocnym życiu.

Photo 1
Andrea Sansovino, nagrobek Ascania Sforzy w Rzymie (1505). Fot. Stephanep, Wikimedia Commons
Photo 2
Nagrobki: Zygmunta I Starego (góra, aut. B. Berrecci, ok. 1530) i Zygmunta II Augusta (dół, aut. S. Gucci, ok. 1574).

To podejście zawędrowało nad Wisłę zaledwie dwadzieścia lat później. Bartłomiej Berrecci, przybysz z Florencji, tworzy wówczas nagrobek Zygmunta I Starego. Tutaj monarcha również śpi. Nie jest jednak okryty powłóczystą szatą jak kardynał, lecz spoczywa w zbroi – niczym śmiertelnie zmęczony rycerz po zwycięskiej bitwie. W dłoniach trzyma insygnia królewskie: berło i jabłko, a u jego nóg leży dopiero co zdjęty hełm. Nogi króla są wytwornie skrzyżowane. To pierwszy w Polsce (z jednym małym wyjątkiem, o którym wspomnimy niżej) nagrobek z postacią w tzw. układzie sansovinowskim.

W 1572 roku, umiera syn Zygmunta Starego – Zygmunt II August. Zgodnie z wolą zmarłego, jego nagrobek miał zostać umieszczony pod figurą ojca. Siostra króla, Anna Jagiellonka, zamawia wykonanie pomnika u Santiego Gucciego, także florentczyka. Zygmunt August spoczywa w pozycji niemal identycznej jak ojciec, jednak nie pod pełnym, renesansowym łukiem, lecz pod łukiem wyraźnie spłaszczonym (zapewne z braku miejsca). Sprawia to, że przestrzeń nad jego głową staje się nieco klaustrofobiczna, niemal „piwniczna”.

Photo 1
Nagrobek Jana Stanisława Tarnowskiego w kościele w Chrobrzu (aut. z kręgu Jana Marii Padovano, po 1561).
Photo 2
Nagrobek Stanisława i Arnulfa Uchańskich w kościele w Uchaniach (warsztat Santi Gucciego, po 1590). Fot. Jacek Halicki, Wikimedia Commons

Nowy styl rozprzestrzenia się po całej Rzeczypospolitej, trafiając nawet do niewielkich kościołów. Nagrobek Jana Stanisława Tarnowskiego w Chrobrzu (po 1561) to niemal lustrzane odbicie królewskiego snu Zygmunta I. Ta realizacja dojrzałego renesansu powstała, czerpiąc z najlepszych, klasycznych wzorców. Hetman w zbroi, spoczywa pod pełnym łukiem renesansowym. W prawej dłoni – zamiast jabłka królewskiego – dzierży rycerskie rękawice. Wojownik odpoczywa, kładąc głowę na miękkiej poduszce wspartej na hełmie, jakby nawet w wiecznym śnie nie chciał rozstawać się z atrybutem swojego stanu.

Inny nastrój panuje w Uchaniach (po 1590), gdzie znajduje się piętrowy nagrobek Stanisława i Arnulfa Uchańskich, który wyszedł z warsztatu Santiego Gucciego. Tu renesansowa harmonia ustępuje miejsca manierystycznej gęstości ornamentów. Sansovinowskie skrzyżowanie nóg staje się w Uchaniach nienaturalnym, ozdobnym splotem. Postacie nadal śpią, wspierając się na miękkich poduszkach, ale układ ich ciał staje się częścią misternej, rzeźbiarskiej kompozycji. Nie odczuwamy już ciężaru ich zmęczonych członków; przestali być ludźmi z krwi i kości, a stali się tylko lekkim ornamentem.

Photo 1
Nagrobek Tomasza i Jakuba Sobockich w Sobocie (1540–1550).
Photo 2
Nagrobek Jana i Elżbiety Jędrzejowskich w farze w Krośnie (ok. 1600).

Stołeczne wzorce bywały też przyswajane znacznie mniej wiernie, co widać w kościele w Sobocie. W piętrowym nagrobku Tomasza i Jakuba Sobockich (1540–1550) mamy do czynienia z częściowym powrótem do tradycyjnej, sztywnej pozy. Ojciec i syn śpią wsparci o poduszki, ale niemal całkowicie na wznak. Choć ich nogi pozostają ugięte, to owo ugięcie traci swą anatomiczną celowość – staje się jedynie formalnym nawiązaniem do wawelskiego wzorca. Także atrybuty rycerskie uległy tu znacznemu spłaszczeniu, wypełniając jedynie puste przestrzenie nisz, stając się rzeźbiarskim ornamentem pozbawionym trzeciego wymiaru.

Jeszcze dalej od mistrzowskich pierwowzorów odchodzą autorzy piętrowego nagrobka Jana i Elżbiety Jędrzejowskich w krośnieńskiej farze (ok. 1600). Tu grubo ciosane, śpiące postacie wraz z poduszkami są jakby przyklejone do niemal pionowych płyt. Mimowolnie zaczynamy się obawiać, że w pewnym momencie się odkleją i runą z hukiem na posadzkę kościoła. Byłoby to widowisko szczególnie spektakularne w przypadku Jana – ciężkozbrojnego rycerza. Elżbieta natomiast, ubrana w powłóczystą szatę, i tak sprawia wrażenie, jakby lewitowała, więc bolesny upadek chyba jej nie grozi. Krośnieński pomnik wzbudza nasze emocje nie poprzez doskonałość artystyczną, lecz przez to nieco nieudolne, a jednak przejmujące dążenie do wyrażenia własnych wartości.

Photo 1
Nagrobek Barbary z Tęczyńskich Tarnowskiej w katedrze w Tarnowie (aut. Jan Maria Padovano, ok. 1536).
Photo 2
Nagrobek Urszuli Leżeńskiej w kościele w Brzezinach (aut. Jan Michałowicz z Urzędowa, ok. 1563–1570).

Niesamowite jest to, że być może najdoskonalsze rzeźby bezpośrednio odwołujące się do Sansovina nie przedstawiają władców czy rycerzy, lecz dwie kobiety. Nagrobek Barbary z Tęczyńskich Tarnowskiej, dzieło Jana Marii Padovano w tarnowskiej katedrze ukazuje młodą kobietę, która zdaje się po prostu lekko drzemać na miękkiej poduszce. Układ jej ciała i okrywającej je materii jest tak swobodny, że nie budzi najmniejszych wątpliwości – jej poza nie jest wymuszona ani przez pancerz (jak w męskich nagrobkach), ani przez ciężkie tkaniny. Młoda dama po prostu śpi. Tylko tyle i aż tyle.

Inne oblicze tego spokoju odnajdujemy w dziele Jana Michałowicza z Urzędowa, przedstawiającym Urszulę Leżeńską z kościoła w Brzezinach. Tutaj dama jest znacznie bardziej dostojna, a schematycznie potraktowana szata dodaje jej powagi. Mimo że postać ujęto wyjątkowo syntetycznie, bez zbędnego detalu, rzeźba emanuje niezwykłym ciepłem i miękkością. Ten nieoczywisty splot dostojeństwa i łagodności stanowi o autentycznej mocy dzieła Michałowicza.

Photo 1
Nagrobek Ludwika Mikołaja Szydłowieckiego w kolegiacie w Opatowie (warsztat B. Berrecciego, ok. 1525).
Photo 2
Nagrobek Mikołaja Kobylnickiego oraz jego dwóch żon: Anny i Zofii (ok. 1540–1550).

Jeszcze bardziej zaskakujący jest fakt, że prawdopodobnie pierwszym dziełem stosującym sansovinowski układ postaci w Polsce jest nagrobek małego dziecka – Ludwika Mikołaja Szydłowieckiego w opatowskiej kolegiacie. Powstał on około 1525 roku, a zatem na pięć lat przed królewskim pomnikiem Zygmunta Starego. Dziecko ufnie złożyło główkę na dłoni wspartej o miękką poduszkę, a jego nóżki są lekko i wdzięcznie splecione. Ta niewielka rzeźba emanuje dziecięcą słodyczą i spokojem. Wyprzedziła swoim nowatorstwem dumne, królewskie realizacje.

Skoro przywołaliśmy postać dziecka, warto spojrzeć na nagrobek, który w specyficzny sposób obrazuje relacje rodzinne – pomnik Mikołaja Kobylnickiego oraz jego dwóch żon, Anny i Zofii (ok. 1540–1550), w kościele w Kobylnikach. Kompozycja jest tu ściśle zhierarchizowana: mąż spoczywa w górnej kwaterze w manierystycznej pozie sansovinowskiej, podczas gdy jego małżonki ułożono obok siebie w polach poniżej. Damskie szaty nabierają tu niesamowitej, manierystycznej ozdobności, tracąc jakikolwiek związek z naturalnością renesansowych tkanin.

Photo 1
Nagrobek papieża Juliusza II w Rzymie (aut. Michał Anioł, 1513–1515). Fot. Jastrow, Wikimedia Commons
Photo 2
Nagrobek Wojciecha, Anny i Pawła Kryskich w kościele w Drobinie (artyści z kręgu Santi Gucciego, 1572–1576).

Drugi impuls artystyczny z Rzymu, tworzący nową jakość w połączeniu z obecnym już w polskiej sztuce wpływem Sansovina, pochodzi od samego Michała Anioła – przede wszystkim nagrobka papieża Juliusza II, jego projektu. Dominujący nad całością rzeźba Mojżesza jest dziełem samego mistrza, podczas gdy reszta postaci została odkuta przez jego mniej utalentowanych uczniów. W swoim projekcie Michał Anioł nowatorsko połączył postacie leżące z siedzącymi i stojącymi. Na dolnym poziomie, po bokach Mojżesza, widzimy postacie stojące w niszach – podobne nisze odnajdziemy później w Drobinie. Na poziomie górnym papież leży pośrodku, w pozie ucztującego starożytnego Rzymianina czy Etruska. Nad nim, w centralnej wnęce, stoi Madonna z Dzieciątkiem, a po bokach siedzą postacie żeńska i męska: Sybilla i Prorok. Sybilla zastygła w charakterystycznym geście, przyciskając dłoń do piersi.

Nagrobek ten prawdopodobnie widzieli w Rzymie członkowie rodziny Kryskich, z której wywodził się fundator drobińskiego pomnika – Stanisław Kryski, kasztelan raciąski i wojewoda mazowiecki. Był on bratem Wojciecha Kryskiego, niesłychanie błyskotliwego dworzanina Zygmunta Augusta, wykształconego w Bolonii i Padwie humanisty, który przemierzał Europę z delikatnymi misjami od samego króla. Wojciech zmarł młodo, w wieku zaledwie 32 lat, pogrążając w żalu cały renesansowy dwór.

Na nagrobku w niewielkim kościele w Drobinie Wojciech leży – w odróżnieniu od ucztującego papieża Juliusza – w pozie sansovinowskiego uśpienia. Odziany w rycerską zbroję, z hełmem u stóp i tułowiem wspartym na poduszce, prawą ręką przytrzymuje laskę dworską lub poselską, a lewą swobodnie kładzie na kolanie. Jego smukła sylwetka promieniuje elegancją; wygląda, jakby idealny dworzanin na chwilę zdrzemnął się podczas ważnej misji. Nowością w polskiej sztuce, wprowadzoną zapewne pod wpływem dzieła Michała Anioła, są dwie siedzące postacie we wnękach ponad dworzaninem – jego rodzice: Paweł Kryski i Anna ze Szreńskich. Matka, jakby skurczona z bólu, nieco wychyla się z ciemnej wnęki, pochylając się nad synem z dłonią przyciśniętą do piersi. Ojciec, wycofany w cień niszy, spogląda na niego z zadumą, również kładąc dłoń na sercu.

To wybitna kompozycja, która siłą emocji i bliskością relacji między postaciami zdaje się przewyższać rzymski nagrobek. Helena i Stefan Kozakiewiczowie pięknie nazwali ją polską sacra conversazione – „świętą rozmową”, która zazwyczaj odbywa się między świętymi, a tu staje się duchowym dialogiem rodziny. Dzieło to musiało wywrzeć ogromne wrażenie na kolejnych pokoleniach Kryskich, skoro w tym samym kościele trzydzieści lat później powstaje podobny nagrobek – Stanisława, Małgorzaty i Piotra Kryskich. Tu jednak wykonanie zlecono już miejscowemu artyście, który nie dysponował wystarczającym warsztatem, by oddać tak subtelne emocje. Powstało dzieło grubo ciosane, a jednak wzruszające właśnie poprzez to nieudolne naśladownictwo wybitnego pomnika sprzed pokolenia. I tym samym – choć tylko pośrednio – rzeźba ta również narodziła się pod dalekim wpływem geniuszu Michała Anioła.

Photo 1
Nagrobek Stanisława, Małgorzaty i Piotra Kryskich w kościele w Drobinie (ok. 1609–1613).
Photo 2
Nagrobek Jordanów w kościele św. Katarzyny w Krakowie (warsztat Santi Gucciego, ok. 1603).

Jeszcze inny nastrój odnajdziemy w trzecim polskim nagrobku łączącym śpiącą, sansovinowską postać z postaciami siedzącymi. Jest nim krakowski pomnik Spytka Jordana w kościele św. Katarzyny, który wyszedł z warsztatu Santiego Gucciego około 1603 roku. Cały nagrobek jest olbrzymi, składa się z wielu pól i wnęk. My zajmiemy się tylko wnęką środkową, w której leży Spytek Wawrzyniec Jordan – potężny możnowładca, wojewoda sandomierski i krakowski. W tej samej niszy, po bokach jego uśpionej postaci, siedzą – a raczej osobliwie kucają, niemal wtłoczeni w architekturę – jego przodkowie: ojciec Mikołaj oraz dziadek Jan. Obaj byli wielkorządcami krakowskimi, ludźmi, którzy budowali potęgę rodu, zarządzając królewskim skarbem.

O ile w drobińskim arcydziele uderzała nas siła uczuć między członkami rodziny, o tyle tutaj od postaci możnowładców wieje chłodem. Każdy z nich wydaje się skupiony wyłącznie na własnych zasługach, potędze i bogactwie. Spytek Jordan wspiera rękę podpierającą głowę na księdze – jakby symbolu jego zamiłowania do „zimnej wiedzy”. Jego przodkowie nad nim dumają o swoich sprawach. Mamy wrażenie, że tej rodziny nic nie łączy, oprócz przywiązania do dumy rodowej. Nie wiemy, jak było naprawdę; może ten chłód to tylko wynik manieryzmu warsztatu Gucciego, a może realny obraz stosunków w rodzie. Niewątpliwym atutem dzieła pozostaje jednak indywidualne potraktowanie twarzy Spytka, która prawdopodobnie wiernie oddaje rzeczywisty wygląd zmarłego.

Photo 1
Nagrobek Elżbiety i Mikołaja Firlejów w kościele w Bejscach (artysta z kręgu Santi Gucciego, ok. 1593–1610).
Photo 2
Nagrobek Janusza i Zuzanny Ostrogskich w katedrze w Tarnowie (warsztat van den Blocków, ok. 1612–1620).

Na przełomie XVI i XVII wieku stopniowo stawia się coraz mniej nagrobków ze śpiącymi postaciami. Zaczynają pojawiać się w większej ilości pomniki z modlącymi się, klęczącymi zmarłymi – takimi jak nagrobek Elżbiety i Mikołaja Firlejów w kościele w Bejscach (1593–1610) czy gigantyczny monument księcia Janusza Ostrogskiego i jego żony Zuzanny w katedrze w Tarnowie (1612–1620). Zmianę tę można uznać za wpływ kontrreformacji, sztuki mieszczańskiej bądź wzorców z zachodniej i północnej Europy. Można też jednak zaryzykować tezę, że wówczas kończył się czas sprzyjający Rzeczypospolitej – czas, kiedy można było spokojnie śnić. Nadciągały lata trudne, gdy nawet zmarli byli niejako wzywani do intensywnej modlitwy o ratunek dla kraju, który zostawili swoim potomkom. Śmierć, ale również życie przestały być spokojnym snem.

Opinie odwiedzających

Anna • 15 marca 2026
Nigdy nie patrzyłam na te nagrobki pod kątem losów kraju – ta teza o końcu czasu spokojnego snu i przejściu do modlitwy za kraj daje do myślenia.
Odpowiedź: Dziękuję za ten głos. Myślę, że sztuka zawsze bezbłędnie wyczuwa nadchodzące zmiany.

Zostaw swoją opinię na temat tego zabytku

Twoje spostrzeżenia wzbogacą historię tego miejsca. Opublikujemy je po krótkiej weryfikacji.

Napisz bezpośrednio do twórców strony
✉️

Dziękujemy!

Wiadomość została wysłana.